Forum » Wolne Myśli Dobry żart tynfa wart

  • adzygmunt 31.05.2009 - 19:05
    zdjecie
    3 4 Cytuj Zgłoś
  • 01.06.2009 - 12:42
    nie masz co robić ???
    4 5 Cytuj Zgłoś
  • 01.06.2009 - 18:24
    jaki żal Adz
    3 1 Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 01.06.2009 - 19:37
    Masz rację, nie mam co robić, deszcz i zimno. Bawię się żartami wypełniając nudę!
    Dzwonił do mnie znajomy, tak samo biegły jak ja w technice kompa z pytaniem: "Cześć stary. Co ja mam zrobić, jeśli mi się stół pod myszą kończy...?" Spadłem z krzesła!!!
    8 4 Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 04.06.2009 - 22:39
    Przypomniał mi się z b.dawnych czasów czterowiersz śpiewany przez wówczas rozwydrzonych, niegrzecznych chłopaków. Dzisiaj ten wierszyk to wzór grzeczności, może ciut niepokornej.
    Dlaczego wyciągnąłem go z lamusa pamięci? Bo są imieniny Helgi!
    "Helga mi się podobała
    Ożenię się z Helgą
    Cała Helga taka mała
    A d..ę ma wielgą" !
    5 5 Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 13.06.2009 - 9:57
    Pożyczyć chciał Icek patelnię od Mośka. Pięc minut chodził w tę i tamtą stronę i bił się z myślami: pożyczy nie pożyczy, pożyczy nie pożyczy, pożyczy nie pożyczy. Wreszcie zdesperowany zadzwonił do drzwi i kiedy Mosiek otworzył mu wrzasnął: " a tę swoją patelnię możesz do d..y sobie schować!
    2 1 Cytuj Zgłoś
  • 14.06.2009 - 22:57
    Pewnego wieczora ojciec słyszy modlitwę synka:
    - Boże, pobłogosław mamusię, tatusia i babcię. Do widzenia, dziadziu.
    Uznaje, że to dziwne, ale nie zwraca na to szczególnej uwagi. Następnego dnia dziadek umiera. Jakiś miesiąc później ojciec ponownie słyszy dziwną modlitwę synka:
    - Boże, pobłogosław mamusię i tatusia. Do widzenia, babciu.
    Następnego dnia babcia umiera. Ojciec jest nie na żarty przestraszony. Jakieś dwa tygodnie później słyszy pod drzwiami syna:
    - Boże, pobłogosław mamę. Do widzenia, tatusiu.
    Ojciec - prawie w stanie przedzawałowym. Następnego dnia idzie do roboty wcześniej, żeby uniknąć ruchu ulicznego. Cały czas jest jednak spięty, rozbity, rozkojarzony, spodziewa się najgorszego. Po pracy idzie wzmocnić się do pubu. Do domu dociera koło północy. Od progu przeprasza żonę:
    - Kochanie, miałem dzisiaj fatalny dzień...
    - Miałeś zły dzień? Miałeś zły dzień? Ty?! A co ja mam powiedzieć? Listonosz miał zawał na progu naszych drzwi!ć.
    17 2 Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 17.06.2009 - 21:52
    Złodziej ukradł kartę kredytową mojej żonie . Nie zgłaszam na policję ponieważ wydaje mniej niż moja żona
    11 Cytuj Zgłoś
  • Johann Gambolputty... Z Ulm. 18.06.2009 - 20:30
    Facet zabrał swojego psa do pubu, kupił po piwie i usiadł z psem oglądać mecz. Akurat grała reprezentacja Polski. Po jednostronnym meczu Polska przegrała, pies natomiast zwiesił łeb i wymamrotał: "O nie! Znowu?". Zaskoczony barman podchodzi do typa i pyta:
    - Czy twój pies własnie powiedział "O nie! Znowu?"
    Na co facet:
    - Tak, zawsze tak mówi, jak Polska przegrywa
    - A co mówi, kiedy Polska wygra?
    A facet na to:
    - Nie wiem, mam go dopiero 5 lat...
    7 1 Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 18.06.2009 - 21:41
    Nad rzeką siedzi rybak, widać bieda z nędzą. Podchodzi do niego absolwent Akademii Ekonomicznej.
    Dzień dobry. Jaki połów?
    Właśnie się zbieram, jest rybka będzie obiad.
    I tak, co dzień?
    Tak czasem trzeba siedzieć cały dzień by coś złowić, czasem to ryby biorą, że hej!
    A nie lepiej by było złowić wówczas na cały tydzień i mielibyście czasu wiele na coś innego!
    A na co mi czas!?
    Złowilibyście, więcej ryb i ludzie by od was kupili!
    A po co mi pieniądze?
    No z czasem jakiś sklep, z lodówką, potem market, i to ludzie by przychodzili do was po ryby, a może i po coś więcej, bo w markecie mogłyby być nie tylko ryby, tylko dużo innego towaru i byłaby kupa kasy!
    Po co mi kasa?
    Jak by było dużo kasy, to założylibyście hurtownie, sieci, konsorcja i już nie musielibyście nic robić i wówczas to inni by za was pracowali!
    A co ja miałbym robić?
    Co i co?!!! Jak ma się dużo wolnego, to moglibyście przyjść nad rzekę i połowić ryby?
    No to po cholerę mi te wszystkie starania jak ja teraz to mam!?!

    Do Gość kiler: Coś Ty tak SRASZNIE poważny
    1 1 Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 19.06.2009 - 6:38
    Pozwole sobie i ja tego "tynfa" dorzucic;
    " Pewien gospodarz hodowal swinie. A ze mowiono we wsi ze od niego najlepsze tuczniki, zawsze staral sie by co roku zaskoczyc odbiorcow bardziej atrakcyjna oferta. I wlasnie oprocz standardowego zestawu szykowal tegoroczna niespodzianke. Dwa najwspanialsze okazy. Dogadzal im jak mogl zeby tylko przybywaly na wadze.
    Co wypelnil koryto, swinie zjadly. Zadowolony z siebie gospodarz, podwoil liczbe posilkow patrzac z zadowoleniem jak nabieraja ksztaltow. Jednak bylo mu malo. Wiec zaczal karmic swych pupili trzy razy dziennie. Warchlaki z animuszem wcinaly zawartosc koryta do czysta. Gospodarzowi duma rozpierala piers. Jednak, wciaz bylo malo. Po trzech miesiacach kupil wieksze koryto. Swinie poczatkowo wolniej, jednak z ubiegiem dni nadrobily tempo i byly w stanie zjesc podwojna porcje z dwa razy wiekszego koryta. Po miesiacu ogolacaly koryto cztery razy dziennie. Gospodarz az trzasl sie z radosci, liczac juz dochod ze sprzedazy. Zachecony sukcesem, zamowil nowe koryto. Cztery razy wieksze.
    Gdy je napelnil, zauwazyl lekki niepokoj u swych podopiecznych. Jednak zabraly sie do posilku z animuszem. W mgnieniu oka oproznily koryto do polowy, z apetytem konsumujac pozostala czesc. Gospodarz wiec kazal je natychmiast napelnic po brzegi. Z duma obserwowal swoje kreacje. Swinie zbladly widzac napelniajace sie koryto. Jednak bez ociagania, zabraly sie do jedzenia. Po chwili znow widac bylo dno.
    Gospodarz w zachwycie sam napelnil koryto swym pupilom. Oba tuczniki widac zwatpily, jednak podjely wyzwanie. Z trzesacymi sie uszami zabraly sie do palaszowania zawartosci. Po kilku chwilach jeden z nich zzielenial i zwymiotowal tak jak stal-wprost do koryta.
    Drugi spojrzal na niego z wyrzutem i odparl; "Nie dolywoj, bo nie zjemy"...()
    Pozdrawiam serdecznie, Myśleniczanin007.
    2 1 Cytuj Zgłoś
  • 19.06.2009 - 8:04
    A co na to świnie?;)
    1 2 Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 19.06.2009 - 9:46
    Świnie...? pewnie nie mają poglądu na "cieniusieniusieńki" żart kolo.
    1 2 Cytuj Zgłoś
  • 19.06.2009 - 11:04
    Dziwisz się adzygmunt kilerowi że taki poważny, a sam masz zawężone a w niektórych przypadkach specyficzne poczucie humoru.

    Pozdrawiam.
    2 Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 19.06.2009 - 12:22
    Takie jest lepsze niż "srasznie, strasznie cieniuśkie", to odp. dla kolo!
    Aliści temat to: "Dobry żart..."
    Czy zatem uważasz, że każdy żart jest dobry?
    Moje zdanie jeśli już je mam sprowokowany przez Ciebie wyrazić, to NIE.
    By za bardzo nie spamować dobrym, bo nikogo nie obrażającym żartem może być ten:
    "Wszystkie grzyby są jadalne, ale niektóre tylko jeden raz"
    Ukłony ad.
    1 3 Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 19.06.2009 - 18:18
    Taki jeden z lamusa;
    " Piatek. Maz wyjezdza na delegacje. Firma w ktorej pracuje wysyla go na trzydniowe sympozjum do Wiednia. Oczywiscie, "na niby" bo podejrzewa ze zona ma kochanka. Juz "prawie" jest spozniony na samolot. Taksowka zamoiona przez zone juz czeka pod domem. Masz sprawnie pakuje podreczna walizke ukladajac koszule, spodnie, sprzet do golenia i swoja ulubiona lekture do poduszki. Wychodzac caluje zone i mowi; "No to pa, Kochanie. Do zobaczenia w Poniedzialek!" Zona w oknie odprowadza go wzrokiem do samochodu z animuszem wysylajac mu niewidzialne calusy. Maz wsiada, taksowka odjezdza. Zona tymczasem lapie za telefon i dzwoni. Po kilku minutach w drzwiach staje meszczyzna, bynajmniej nie maz. Rozpaleni kochankowie od razu przystepuja do milosnych igraszek. Tymczasem maz wysiadlszy kilka ulic dlej, wraca do domu. w tym czasie niczego nie podejzewajaca zona nadal zabawia sie z kochankiem. Nagle rozlega sie dzwiek klucza w zamku. Wrocil maz. Kochankowie zrywaja sie z lozka meszczyzna goraczkowo szacuje szanse na ucieczke, w mgnieniu oka decyduje schowac sie w metalowej zbroi stojacej obok kominka. Zona tymczasem wybiega w neglizu do pobliskiej lazienki, w biegu zbierajac podlogi spodnie i koszule kochanka wyrzucajac je przez okno w lazience i wskakuje pod prysznic.
    Maz wchodzi, jakby nigdy nic, stawia walizke rozglada sie. Slyszac szum wody w lazience korzysta z sytuacji rozgladajac sie po domu. Kuka tu i owdzie w miejsca "podejrzane", pod lozko, do szafy, schowka. Jednak podejrzanego nie znajduje.
    Po chwili zona wychodzi z lazienki, widzac meza udaje zaskoczenie;
    "Juz wrociles? Kochanie, cos sie stalo?"- pyta meza.
    "A wiesz tak sie taksowka wlekla ze spoznilem sie na samolot, polece wieczornym lotem"- odpowiada maz.
    "Toz to prawie za 10 godzin!!!" mysli facet siedzacy w zbroi, ktoremu wlasnie zachcialo sie sikac.
    No i tak czas mija, maz siedzi oglada tlewizje, zona przy nim potulnie, a facetowi w zbroi nie dosc ze goraco, to jeszcze cewka zaczyna mu pekac.
    Po kolejnej godzinie jednak daje za wygrana, powoli zeby nie posikac sie po nogach rusza w zbroi do wyjscia.
    Zaskoczona para nie ukrywa zdumienia. Tymczasem "rycerz" zatrzymuje sie na srodku pokoju, obraca w kierunku siedzacych na kanapie malzonkow, podnosi miecz w gore, i rzecze;
    "KTOREDY NA GRUNWALD???!!!!"
    Z pozdrowieniami dla wszystkich "rycerzy", Myśleniczanin007.

    2 2 Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 19.06.2009 - 19:27
    "W małżeńskim łożu namiętna scena erotyczna, nagle rozlega
    się głośne pukanie do drzwi wejściowych. Przerażona kobieta krzyczy:
    - Jezus Maria, to mąż!!!
    Mężczyzna nie zwlekając wskakuje pod łóżko. Po dłuższej
    chwili absolutnej ciszy wyczołguje się spod łóżka, siada na jego
    skraju, wzdycha, ociera pot z czoła i mówi:
    - Eh, widzisz żono, oboje mamy zszarpane nerwy..." ()
    Pozdrawiam serdecznie, Urlich von Jungingen.

    4 1 Cytuj Zgłoś
  • 19.06.2009 - 23:49
    Bolek bardzo mało śmieszne te Twoje dowcipy...

    Przychodzi zgarbiona baba do lekarza.
    Lekarz: Co się pani tak skrada?

    ;)
    4 Cytuj Zgłoś
  • 20.06.2009 - 0:15
    Dawoozo
    Ciebie akurat śmieszyć nie muszą :)

    Ale żebyś się nie spinał

    Rozmowa na pierwszej randce:
    - Masz jakieś nałogi?
    - Nie...
    - A jakieś hobby?
    - Lubię rośliny.
    - O a jakie ?
    - Chmiel, tytoń, konopie.

    Spotyka się 2 policjantów po przerwie wakacyjnej i jeden mówi do drugiego:
    - Witaj co tam ? skąd masz takie piękne buty ?
    - A wiesz byłem na wakacjach w Egipcie, frajerzy poszli oglądać ruiny a ja zabrałem drąg poszedłem nad nil, kiedy wynurzył się z wody krokodyl to ja go tym drągiem przez łeb i z tąd te buty
    -Wiesz co to ja też tak zrobie
    Spotykają się po miesiącu i ten drugi pyta
    -No co ty nie masz butów ? nie byłeś w Egipcie ?
    -Byłem ale prześladował mnie pech. Zrobiłem tak: Frajerzy poszli oglądać zabytki a ja zabrałem drąg poszedłem nad nil kiedy krokodyl wystawił głowe to ja go drągiem w łeb, póżniej załatwiłem jeszcze 3 takie gady i wyobraź sobie wszystkie 4 były bez butów !

    Pewien policjant przyleciał kiedyś na posterunek i chwali się koledze:
    -Słuchaj jestem wspaniały wymyśliłem maszynke do robienia pieniędzy, popatrz.
    Drugi przygląda się bankntowoi i mówi po chwili:
    -Co ty głupi jesteś ? przecież nie ma banknotu o nominale 700 zł
    -Nie szkodi pójde i rozmienie
    Wraca po 20 minutach i mówi
    - i Co załatwione ! poszedłem do kumpla i wymieniłem na dwa banknoty po 350 zł
    4 Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 20.06.2009 - 0:33
    A teraz zagram troche na nerwach niektorym forumowiczom;
    "Nauczyciel namawia dzieci, by kupily grupowe zdjecie, ktore zrobil im na wycieczce
    szkolnej fotograf.
    - Pomyslcie tylko, jak milo bedzie patrzec na to zdjecie za 30 lat i mowic:
    "To Jurek, zostal adwokatem, a to Kasia, jest dziennikarka..."
    Nagle gdzies z ostatniej lawki odzywa sie glos:
    - A to nauczyciel, juz dawno nie zyje..." ()
    Niecalkiem serio, Myśleniczanin007.
    5 Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 20.06.2009 - 10:19
    Żona do męża:
    - Wiesz, dziś jak przechodziłam w przedpokoju, to zegar spadł tuż za
    mną...
    Mąż:
    - Zawsze się spóźniał.
    5 Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 20.06.2009 - 10:24
    Siedem cudów komunizmu
    1. Każdy miał pracę.
    2. Mimo, że każdy miał pracę, nikt nigdy nie pracował.
    3. Nawet mimo tego, ze nikt nie pracował, plan był zawsze wykonany
    w ponad 100%.
    4. Nawet mimo tego, ze plan był wykonywany w ponad 100%, nie można
    było niczego kupić.
    5. Nawet mimo tego, ze nie można było niczego kupić, wszyscy
    mieli wszystko.
    6. Nawet mimo tego, ze wszyscy mieli wszystko, wszyscy kradli.
    7. Nawet mimo tego, ze wszyscy kradli, nigdy niczego nie brakowało
    :blue:
    5 Cytuj Zgłoś
  • 20.06.2009 - 10:31
    Bolek nie spinam się ale wszelakie żarty o Żydach nigdy mnie nie śmieszyły, myśle że jest więcej takich osób :P Ale dzięki, kolejna porcja od Ciebie mnie rozbawiła :)

    Okłada chłop babę na ulicy deską.
    Przechodzień: Czemu Pan tak bije tą panią?
    Chłop: To jest moja teściowa!
    Przechodzień: No to kantem ją, kantem!

    Jak brzmi najmilszy zwrot w j. Polskim?
    "zwrot podatku" :)
    3 Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 20.06.2009 - 17:43
    Z poradnika dla sprzedawcow:
    "Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket, w którym kupicie wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego żeby go przetestować.
    Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura:
    - No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta sprzedawcę.
    - Jedną, szefie.
    - Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował?
    - Trzysta osiemdziesiąt tysięcy zlotych.
    Szefa zatkało.
    - Trzy... sta osiem... dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał?!
    - No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby...
    - Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
    - Potem przekonałem klienta żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Narewi, dwadzieścia kilometrów na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem z niego, że dość małe aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę.
    - I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden, jedyny haczyk na ryby?!
    - Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu to może pojechałby przynajmniej na ryby... " ()
    Pozdrawiam wszystkich sprzedawcow, Myśleniczanin007.

    4 Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 21.06.2009 - 5:58
    "Jasiek zaprosił swoją mamę na obiad w mieście, w którym studiował,
    wynajmował małe mieszkanko razem z koleżanką Justyną. Jednak, kiedy matka
    przyjechała do synka, nie mogła nie zauważyć, że współlokatorka syna jest
    wyjątkowo ładna i seksowna blondynka. Jak to każda matka zaczęła się
    zastanawiać, czy aby z tego ich wspólnego mieszkania nie wynikną jakieś
    problemy. Syn zauważył, jak matka patrzy na Justynę i kiedy byli sami
    powiedział:
    - Domyślam się o czym myślisz, ale zapewniam cię, że ona i ja jesteśmy tylko
    współlokatorami. Nic nas nie łączy.
    Tydzień później Justyna pyta się Jaśka:
    - Słuchaj, nie chcę nic sugerować, ale od ostatniego obiadu z twoją matką,
    nie mogę znaleźć mojej pamiątkowej cukierniczki. Chyba jej nie wzięła, jak
    myślisz?
    Jasiek zdecydował się napisać list do matki:
    Droga mamo, nie piszę, że wzięłaś pamiątkową cukiernicę Justyny, nie piszę
    też, że jej nie wzięłaś. Fakt jednak pozostaje, że od kiedy byłaś u nas na
    obiedzie tydzień temu, nie możemy jej znaleźć.
    Odpowiedź przyszła parę dni później.
    Drogi Jasiu, nie twierdzę, że sypiasz z Justyną, nie twierdzę też, że z nią
    nie sypiasz. Fakt jednak pozostaje, że gdyby Justyna spała we własnym łóżku,
    już dawno by ją znalazła. Buziaczki, Mama." ()
    4 Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 21.06.2009 - 12:17
    Zastanawiał się posterunkowy jak najdelikatniej zawiadomić Nowakową, że jej mąż nie żyje!
    Jak to tak wprost powiedzieć pani Nowakowa, pani mąż nie żyje.
    Trzeba delikatnie.
    I wymyślił.
    Puka, otwiera drzwi Nowakowa. Pyta - czy to wdowa Nowakowa?
    Odpowiedź. Nie.
    Posterunkowy: i tu się mylicie Nowakowa!
    5 Cytuj Zgłoś
  • Johann Gambolputty... Z Ulm. 21.06.2009 - 13:30
    - Stary, jak często się zmienia olej?
    - Szwagier zmienia raz na dwa lata.
    - Raz na dwa lata, a czym on jeździ?
    - Niczym, smażalnię ma w Kołobrzegu.


    Mąż kłóci się z żoną. Doprowadzony do ostateczności mówi:
    - Nie, no teraz to ci powiem całą prawdę. Dziesięć lat temu gwizdnąłem na taksówkę, a nie na ciebie.

    Idzie Czerwony Kapturek przez las i spotyka wilka.
    -Wilku,dlaczego masz takie wielkie oczy?
    -Daj spokój,nie widzisz,że robię kupę?
    5 Cytuj Zgłoś
  • 21.06.2009 - 14:03
    Pewna para w średnim wieku z północnej części USA zatęskniła w
    środku mroźnej zimy do ciepła i zdecydowała się pojechać na dół, na Florydę
    i mieszkać w tym hotelu, w którym spędziła noc poślubną 20 lat wcześniej.
    Mąż miał dłuższy urlop i pojechał o dzień wcześniej. Po zameldowaniu się w
    recepcji odkrył, że w pokoju jest komputer i postanowił wysłać maila do
    żony. Niestety pomylił się o jedną literę. Mail znalazł się w ten sposób w
    Houston u wdowy po pastorze, która właśnie wróciła do domu z pogrzebu męża i
    chciała sprawdzić, czy w poczcie elektronicznej są jakieś kondolencje od
    rodziny i przyjaciół.
    Jej syn znalazł ją zemdloną przed komputerem i przeczytał na ekranie:
    Do: Moja ukochana żona
    Temat: Jestem już na miejscu
    Wiem, że jesteś zdziwiona otrzymaniem wiadomości ode mnie. Teraz mają tu
    komputery i wolno wysłać maila do najbliższych. Właśnie zameldowałem się.
    Wszystko jest przygotowane na Twoje przybycie jutro. Cieszę się na
    spotkanie. Mam nadzieję, że Twoja podróż będzie równie bezproblemowa, jak
    moja.
    PS: Tu na dole jest naprawdę gorąco.
    3 Cytuj Zgłoś
  • 22.06.2009 - 11:05
    Jak już odgrzewamy stare:

    Baca wstoje rano, wychodzi z chałupy, rozglądo sie i woło:
    - O jaki dziś pikny dzień!
    A echo juz z przyzwycajenia woło:
    - ..wa mać! ..wa mać! ..wa mać!
    4 1 Cytuj Zgłoś
  • 22.06.2009 - 12:45
    http://www.joemonster.org/filmy/17103/Kamil_Durczok_vs._Krol_Lew

    pamietacie jak Durczok przeklinał? zrobili z tego śmieszny filmik w połączeniu z Królem Lew :D
    1 Cytuj Zgłoś
  • 22.06.2009 - 20:57
    Przychodzi baba do lekarza.
    Lekarz: -Niech Pani tu tak często nie przychodzi bo już kawały o nas wymyślają!

    :D
    1 1 Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 22.06.2009 - 21:11
    "Ufoludki dowiedziały się,ze na Ziemi jest takie zwierze które
    pije wodę i daje mleko. Złapały wiec krowę i zaprowadziły nad rzekę.
    Jeden trzyma łeb krowy w wodzie, a drugi doi. Nagle krowa się zesrała i ten który doił wrzeszczy do drugiego:
    - Wyżej łeb! Wyżej! Bo muł bierze!!!" ()
    5 Cytuj Zgłoś
  • 24.06.2009 - 14:25
    W domu publicznym wybuchł pożar. Wszyscy biegają po korytarzach i schodach, wołając:
    - "Wody!".
    Nagle zza drzwi jednego z pokoi wychyla się młody mężczyzna i mówi:
    - A do pokoju numer 28 proszę przynieść szampana.

    Teściowa chciała sprawdzić zięciów czy ją w ogóle lubią. Postanowiła, że wskoczy do studni i będzie udawała, że się topi. Przygotowała sobie wszystko w studni (jak wskakiwała trzymała się liny). Przyjechał pierwszy zięć... No to teściowa "buch!" do studni. Zięciu podbiega... Patrzy - teściowa. Wyciąga ją ze studni i odnosi do domu. Rano budzi się... Przed domem stoi maluch z napisem: "od teściowej dla zięcia".
    Przyjechał drugi zięć, teściowa ten sam numer. Zięć ją ratuje. Rano wstaje a tam polonez z napisem: "od teściowej dla zięcia".
    Przyjechał trzeci zięć. Teściowa odstawiła stary numer. Zięć podbiega do studni, odcina linę, na której wisiała. Teściowa się topi. Zięć rano wstaje a tam mercedes z napisem "dla kochanego zięcia - teść".

    Nowy Jork. Mistrzostwa świata w zapasach. Finałowa walka Rosjanina i Amerykanina. Telewizyjną transmisję ogląda we Władywostoku brat rosyjskiego zawodnika. Niestety, Rosjanin znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Olbrzymi Amerykanin sprowadził go do parteru, przygniótł całym swoim ciałem i niemal zawiązał w supeł. Nagle we Władywostoku nastąpiła awaria i w mieście zgasło światło. Zniecierpliwiony facet biegnie do telefonu i dzwoni do ekipy rosyjskich zapaśników. W słuchawce słyszy głos brata:
    - Wania, nu, kto wygrał?
    - Nu, ja!
    - Nu, ale jak z tego wyszedłeś?
    - Wiesz, leżę tak pod tym gościem i myślę sobie, że to koniec. Aż tu nagle widzę genitalia. Nu, to wziąłem i ugryzłem z całej siły.
    - Nu, Wania, ale to nie po sportowemu!
    - Nu, może i nie po sportowemu, ale czy ty wiesz, do czego zdolny jest człowiek, który ugryzł się w jądra?

    Grają dwie muchy w piłkę nożną w filiżance do kawy... Jedna mówi do drugiej:
    - Ty się nie leń, za dwa dni gramy w pucharze!

    -Jakie są idealne wymiary mężczyzny?
    - 90/60/42. 90 lat, 60 milionów na koncie i 42 stopnie gorączki.

    W sanatorium rozmawiają dwie przyjaciółki. Jedna pyta:
    - A tak w ogóle to czy ty rozmawiasz ze swoim mężem podczas stosunku?
    - Jeśli do mnie zadzwoni, to czemu nie... - odpowiada druga.

    Dwóch kościotrupów wchodzi na motocykl. Jeden pakuje swój nagrobek na motocykl. Drugi pyta go:
    - Po co ci to?
    - No co ty, stary, nie pojadę przecież bez dokumentów.
    Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 24.06.2009 - 16:16
    Poniżej jedno z pytań, które pojawiło się na egzaminie na wydziale chemii Uniwesytetu Jagiellonskiego. Odpowiedź jednego ze studentów była na tyle wyjątkowa, że profesor podzielił się z nią ze swoimi kolegami, a później jej treść przedstawił w internecie.

    Pytanie:
    Czy piekło jest egzotermalne (oddaje ciepło) czy endotermalne (absorbuje ciepło)?

    Większość odpowiedzi oparta była na prawie Boylesa, które mówi, że w stałej temperaturze objętość danej masy gazu jest odwrotnie proporcjonalna do jego ciśnienia.

    Jeden ze studentów napisał tak:

    Najpierw musimy stwierdzić, jak zmienia się masa piekła w czasie. Do tego potrzebna jest ocena liczby dusz, które idą do piekła i liczba dusz, która piekło opuszcza. Moim zdaniem można ze sporym prawdopodobieństwem przyjąć, że dusze, które raz trafiły do piekła, nigdy go nie opuszczają.
    Na pytanie, ile dusz idzie do piekła, można spojrzeć z punktu widzenia wielu istniejących dzisiaj religii. Większość z nich zakłada, że do piekła idzie się wtedy, gdy nie wyznaje się tej właściwej wiary. Ponieważ religii jest więcej niż jedna i nie można wyznawać kilku religii jednocześnie, to można założyć, że wszystkie dusze idą do piekła.
    Patrząc na częstotliwość narodzin i śmierci można założyć, że liczba dusz w piekle wzrastać będzie logarytmicznie.
    Rozważmy więc pytanie o zmieniającej się objętości piekła. Ponieważ wg prawa Boylesa wraz ze wzrostem liczby dusz rozszerzać musi się powierzchnia piekła tak, aby temperatura i ciśnienie w piekle pozostaly stałe, to istnieją dwie możliwości:
    1. Jeśli piekło rozszerza się wolniej niż liczba przychodzących do niego dusz, to temperatura i ciśnienie w piekle będą tak dlugo rosły aż piekło się rozpadnie.
    2. Jeśli piekło rozszerza się szybciej niż liczba przychodzących tam dusz, to temperatura i ciśnienie w piekle będą spadać tak długo, aż piekło zamarznie.

    Która z tych możliwości jest bardziej realna?

    Jeśli weźmiemy pod uwagę przepowiednię Sandry, która powiedziała do mnie:
    "Prędzej piekło zamarznie niż się z tobą prześpię", jak również to, że wczoraj z nią spałem, to możliwa jest tylko ta druga opcja.
    Dlatego też jestem przekonany, że piekło jest endotermalne i musi być już zamarznięte. Z uwagi na to, że piekło zamarzło, można wnioskować, że żadna kolejna dusza nie może trafić do piekła, a ponieważ pozostaje jeszcze tylko niebo, to dowodzi też istnienie Osoby Boskiej, co z kolei tlumaczy, dlaczego Sandra cały wczorajszy wieczór krzyczała "O, Boże!!!".
    4 Cytuj Zgłoś
  • Johann Gambolputty... Z Ulm. 24.06.2009 - 23:19
    II Wojna Światowa.Front niemiecko-radziecki.Do sztabu przybiega zdyszany rosyjski szeregowiec i melduje:
    -Tawarisz pałkownik,tanki(czołgi) priechali!
    -Skolko?
    -Diesiat!
    -Ot durak!Prichadi,kak budiet mnoga!
    Żołnierz pobiegł,ale wraca po kilku minutach i znowu melduje:
    Tawarisz pałkownik,tanki prijechali!
    -Skolko?
    -Piatdiesiat!!
    -Idiota.Prichadi kak budiet mnoga!!
    Poleciał.Wraca po chwili i przerażony mówi:
    -Tawarisz pałkownik,mnoga tankow!
    -Skolka???
    -Sto!!!
    -Choroszo,dierży granat,idu ubit tanki!
    Zabrał i pobiegł.Wraca po godzinie poobijany,obdarty i resztkami sił mówi:
    -Tawarisz pałkownik,wsie tanki ubite.
    -Choroszo!Oddaj granat.
    Cytuj Zgłoś
  • 25.06.2009 - 14:17
    Dawoozo - twoje dowcipy o ludzkich ulomnosciach to dopiero kawal dobrego humoru
    1 Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 26.06.2009 - 17:37
    Nie zebym sie czepial, ale jakos bardzo popularny ten kawal;

    Rozmawia dwóch zdrowo nawalonych biskupów,
    jeden do drugiego się chwali co posiadają:
    - Ja to ostatnio kupiłem sobie 2 nowe mercedesy klasy S,
    - To nic -mowi drugi- Ja ostatnio kupiłem 4 dom, nowy śmigłowiec...
    Tak wymieniają i wymieniają i w końcu jeden po chwili zadumy pyta się:
    - A ty wiesz co mnie najbardziej w tym wku...a?
    Tyle mam a nie mogę tego wszystkiego synowi przepisac!
    1 Cytuj Zgłoś
  • 27.06.2009 - 9:45
    1. Pensja cebula: bierzesz i zaczynasz płakać.
    2. Pensja łajdaczka: przychodzi późno, cierpisz, ale nie możesz bez niej żyć
    3. Pensja czarny humor: śmiejesz się, żeby nie płakać.
    4. Pensja prezerwatywa: pozbawia cię zarówno inspiracji jak i chęci.
    5. Pensja impotentka: opuszcza cię w momencie gdy najbardziej jej potrzebujesz
    6. Pensja dietetyczna: jesz coraz mniej.
    7. Pensja ateisty: wątpisz w jej istnienie.
    8. Pensja miesiaczka: przychodzi co miesiac i trwa 3 dni.
    9. Pensja burza.: nie wiesz kiedy przyjdzie i ile będzie trwała.
    10. Pensja telefon komórkowy: każda następna jest mniejsza.
    11. Pensja Walt Disney: taka sama od 30 lat.
    1 Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 30.06.2009 - 14:25
    "Stajnia Ferrari zwolniła całą załogę boksu. Decyzję podjęto po przejrzeniu dokumentacji operacyjnej Policji, dotyczącej grupy młodych, bezrobotnych Polaków z Berlina, którzy byli w stanie w ciągu czterech sekund odkręcić wszystkie koła od samochodu, nie dysponując przy tym żadnymi specjalnymi narzędziami. Team Ferrari uznał to za mistrzowskie osiągnięcie, jako że w dzisiejszych czasach o zwycięstwie lub przegranej w wyścigach Formuły 1 nieżadko decyduje czas pobytu w boksie i zaproponował im pracę. Projekt jednak zakończono równie szybko, jak go rozpoczęto: młodzi mechanicy, co prawda, zmienili wszystkie koła w ciągu czterech sekund, ale równocześnie kompletnie przelakierowali bolid, przebili numery silnika i sprzedali teamowi BMW Sauber..."
    2 Cytuj Zgłoś
  • 08.07.2009 - 22:04
    Pani pyta dzieci: kto jakim samochodem chciał by jeździć jak dorośnie ?
    -ja passatem, ja golfem, ja golfem, ja też i ja i ja..
    tylko jeden Jaś odpowiada: - A ja hondą. Pani zaciekawiona pyta: dlaczego hondą? wszystkie dzieci wybrały volkswagena.. Na to Jaś: moja mama jeździ hondą Jazz, ojciec H-RV, brat Civic a siostra Element.. Pani zaczyna tłumaczyć Jasiowi że powinien mieć własne zdanie a nie to co rodzina..A że Jasio trudnym był dzieckiem więc Pani postanowiła dotrzeć do niego w inny sposób: Jasiu a gdyby Twoja matka była prostytutką, ojciec alfonsem, brat alkoholikiem a siostra narkomanką to co wtedy? A to wtedy jeździł bym GOLFEM
    2 Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 08.07.2009 - 23:42
    Supermen chcial zrobic na zlosc Bruce'owi Wayne'owi i napisal na murze; "Batman to ciota!"
    Batman nie chcial byc gorszy i zripostowal; "Superman to Clark Kent"
    Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 14.07.2009 - 18:12
    http://sport.wp.pl/kat,109318,title,Do-roboty-obiboki-z-BMW,wid,11314539,wiadomosc.html
    Też/także do śmiechu!
    Tzn do "obśmiania" stajni Kubicy
    Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 19.07.2009 - 17:23
    A ja mam dzis odgrzewany zarcik sytuacyjny. Od razu oznajmiam ze zbieznisc postaci jest zupelnie niezamierzona i przypadkowa ;)
    "Przychodzi Jasiu do sklepu spozywczego, podchodzi do lady i mowi do ekspedientki;
    "Prosze pani, poprosze Coca Cole."
    "Dziecko" - Odpowiada ekspedientka- " Nie mowi sie coca cola, tylko "koka kola" przeciez "C" czyta sie jak "K", nie wiedziales?"
    Jasio sie zastanawia, patrzy na liste zakupow ktora dala mu mama i pyta;
    "Prosze pani a moge dostac jeszcze kukier?"
    "Jaki znowu kukier?"- Pyta ekspedientka. Jasio pokazuje na liste, pani patrzy i mowi;
    " Nie kukier tylko cukier. Tym razem "C" czytasz nie jak "K" tylko jak zwykle "C"
    Pani podaje artykuly, Jasio placi a wychodzac mowi glosno;
    "C" jak "K", "K" jak "C" - Córwa ale Kyrk..." () :)
    Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 21.08.2009 - 23:02
    Rynek dużego miasta. Jakieś występy. Gdzieś z tyłu pośród stojących widzów rozlega się nagle:
    - Hej, kolego!
    Nieco dalej ktoś odwraca głowę.
    - Kto, ja?
    - Tak, ty...
    - Nie jesteśmy na "ty"!
    - O, sorry, kolego.
    - Nie jestem twoim kolegą!
    - Słuchaj przyjacielu..
    - Ani przyjacielem!
    - Posłuchaj mnie gościu...
    - Nie jestem żadnym "gościem"!
    - No to jak mam...
    - "Proszę pana".
    - Ok., więc proszę...
    - ... "szanownego".
    - Dobra, kurka wodna....., a więc: Proszę szanownego pana...
    - Dobrze, dobrze....
    - Czy szanowny pan widzi tamtego małego szczyla?
    - Tego, który wsiada na motor?
    - Tak, właśnie tego.
    - Widzę.
    - No więc, chciałem powiedzieć, kiedy byliśmy jeszcze przy "kolego" - on akurat opylał wielce szanownemu panu kieszenie i torbę.
    1 Cytuj Zgłoś
  • 26.08.2009 - 20:20
    Bóg po dość długim czasie postanowił przejść się po Ziemi. Wziął ze sobą aniołka i idą. Patrzy a tam koleś orze pole i się strasznie męczy.
    Bóg: Czemu ten człowiek się tak strasznie męczy?
    Anioł: Czyż nie powiedziałeś : "I w pocie czoła pracować będziesz"?
    B: No tak... Ale ja żartowałem.
    Idą dalej, dochodzą do szpitala, gdzie rodzi kobieta.
    B: Czemu ta kobieta tak krzyczy?
    A: Czyż nie powiedziałeś :"I w bólu swe potomstwo na świat będziesz wydawać"?
    B: No tak... Ale ja żartowałem.
    Idą jakiś czas i dochodzą niedaleko kościoła. Przed kościołem stoją mercedesy. W środku księża z klerykami śmigają kasą w powietrze, piją na umór i generalnie bawią się świetnie.
    B: O! Tu mi się podoba! Co to za jedni?
    A: To... generalnie... ekhm... to są ci co wiedzą, że żartowałeś...
    3 1 Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 26.08.2009 - 21:23
    Jakie jest zdrobnienie od szczęśliwy?
    szczę-w-śliweczki !!!
    1 1 Cytuj Zgłoś
  • 27.08.2009 - 7:47
    Przychodzi Eskimos do baru:
    - Whisky proszę.
    - Z lodem czy bez?
    - Nawet mnie nie denerwuj!
    3 Cytuj Zgłoś
  • @gmail.com 28.08.2009 - 22:05
    A teraz "kawal" ktory przeraza mnie do dzisiaj;
    "Przychodzi baba do lekarza a tam kartka "Wyjechalem do Irlandii" ()...
    4 Cytuj Zgłoś
  • 29.08.2009 - 18:25
    Kiedy małżeństwo się rozwodzi zawsze winne są dwie strony:

    ... żona i teściowa...
    2 2 Cytuj Zgłoś
  • adzygmunt 30.08.2009 - 9:14
    Pewna para staruszków miała aż 60-letni staż małżeński. Choć nie byli bogaci dawali sobie radę, ostrożnie gospodarując pieniędzmi.

    Choć nie byli młodzi byli dobrego zdrowia, w dużej mierze dzięki naciskowi żony na zdrowe jedzenie i ćwiczenia gimnastyczne.
    Pewnego dnia jednak to dobre zdrowie im nie pomogło, ponieważ podczas podróży na wakacje rozbił się ich samolot, i trafili do nieba.


    Stanęli przed niebiańskimi wrotami i św. Piotr poprowadził ich do wewnątrz. Zabrał ich do pięknego dworku, umeblowanego w złoto i jedwabie, z w pełni wyposażoną kuchnią i wodospadem w głównej łazience. Zobaczyli służącą wieszającą ich ulubione ubrania w szafie.
    Westchnęli oszołomieni, gdy on powiedział: 'Witamy w niebie. To będzie teraz wasz dom.'


    Staruszek zapytał Piotra ile to wszystko będzie kosztować. 'Ależ, nic' odpowiedział Piotr, 'pamiętajcie, to wasza nagroda w niebie.'
    Staruszek wyjrzał przez okno i zobaczył wielkie pole golfowe, wspanialsze niż jakiekolwiek na ziemi... .
    'Jakie tu są opłaty?,' mruknął.
    'To jest niebo,' odpowiedział św. Piotr. 'Możesz codziennie grać za darmo.'


    Następnie udali się do bufetu i zobaczyli obficie zastawiony stół z apetycznymi potrawami - od owoców morza, poprzez steki aż do egzotycznych deserów oraz różnego rodzaju napojów.
    'Nawet nie pytaj,' powiedział św. Piotr zwracając się do staruszka. 'To jest niebo, to wszystko jest za darmo dla was, cieszcie się tym.'
    Staruszek rozejrzał się wokół i nerwowo spojrzał na żonę.
    'No cóż, a gdzie są nisko tłuszczowe i nisko cholesterolowe potrawy, i bezkofeinowa kawa i herbata?' zapytał.
    "To jest najlepsza część - odpowiedział św. Piotr, tu możecie jeść i pić ile chcecie i nigdy nie będziecie grubi ani chorzy, bo to jest NIEBO!'


    Staruszek jednak naciskał: 'Żadnej gimnastyki?'....
    'Nie, chyba że chcecie,' padła odpowiedź.
    'Nie ma badania poziomu cukru ani ciśnienia krwi ani...'
    'Już nigdy. Wszystko co tu robicie ma wam sprawiać tylko radość.'

    Staruszek spojrzał na żonę i powiedział, Przez ciebie i te twoje zasmarkane otrębowe płatki. Mogliśmy już tu być dziesięć lat temu!'
    _________________
    3 3 Cytuj Zgłoś
Poinformuj o odpowiedziach

Odpowiedz